Prolog
wtorek, 31 sierpnia 2010 12:17:53
Witajcie w nowym świecie. Przepraszam za jakość, ale to wina przerwy jaką zrobiłam w pisaniu. Liczę na komentarze. Konstruktywne.
Petunia była już bardzo starą kobietą. Własne dzieci już przeżyła, a wnuki robiły kariery, próbując jednocześnie wychowywać osamotnione córki i synów. Cały czas spędzała siedząc na bujanym fotelu wciąż dziergając kolorowe swetry na drutach. Jej mieszkanie było małe, dlatego wcale nie musiała się ruszać z fotela by włączyć radio, albo sięgnąć po coś do jedzenia. Były to tylko dwa metry kwadratowe, zawalone starczym zbytkiem. Petunia nienawidziła tego mieszkania. Znajdowało się ono w wielkim, szarym bloku, przeznaczonym na mieszkania dla studentów i uczniów. Powód jej pobytu był jasny- powody materialne. Inaczej staruszka pielęgnowałaby zielony ogródek, gdzieś na perypetiach miasta i zapraszała do siebie prawnuki na świeże pomidory. Teraz mogła jedynie siedzieć na fotelu i robić swetry. Pomimo swojego wieku Petunia miała świetny słuch, codziennie, gdy ręce machinalnie ruszały drutami, nasłuchiwała co dzieje się za oknem: Raz były to kłótnie kochanków , a czasem zwykłe rozmowy o niczym. Lecz jednego upalnego wieczoru Petunia usłyszała dziwną rozmowę:
- Nie wiem czy to tutaj, blok jak każde inne, no może trochę bardziej brudny, ale to niczego nie zmienia.
-Nie zmienia? Ale jakby pomyśleć, to znaczy, że mieszka tu bardziej zdemoralizowana młodzież, inaczej nie pisali by tych świństw na murach, a te sterty śmieci dawno by zniknęły.
-Przestań, może są biedni?
-Łudź się. Wszędzie próbujesz odnajdywać szlachetnych biedaków!
- A ty zatwardziałych kryminalistów!
Petunia słyszała dwa głosy, które były do siebie bardzo podobne. Nie przerywając pracy, słuchała.
- Nie istotne. I tak trzeba mieć broń.
- Do jasnej cholery, dlaczego w tych czasach, nie ma już numerów domu?!
- Nie oczekuj wiele po tej dzielnicy.
- Ten rząd, to przez nich ta cała sprawa, to przez nich i administrację! Gdyby wszystko szło jak dobrze naoliwiony mechanizm, nie byłoby tej awantury. A co z ochroną? Też zawaliła. Ciekawe dlaczego? Najtańsi wygrali przetarg oczywiście! Ale dobrze, dobrze, wszystko jest zgodne z prawem. Tylko nie te horrendalne sumy, które przechodzą z konta na konto, gdy chodzi o załatwienie jakiejś sprawy. Oczywiście!
- Zamknij się. Ty też jesteś z rządu!
Rozmowa ucichła, a staruszka z ciekawości aż podniosła się z krzesła i oparła o parapet okna. Pod blokiem stał mężczyzna ubrany w długi, brązowy płaszcz, lekko przybrudzony i ciemny kapelusz zasłaniający twarz. Spod ronda wystawała jedynie tląca się końcówka papierosa. „Pewnie jego towarzysz już poszedł” – pomyślała Petunia i już miała powrotem usiąść gdy twarz mężczyzny skierowała się w jej kierunku. Przestraszona ani drgnęła, a nieznajomy wpatrywał się w okno.
-Dzień dobry pani!- krzyknął niemalże radośnie w stronę staruszki – Nie wie pani, czy mieszka tu Iksowski? Taki student, nie za wysoki, brunet.
Petunia oprzytomniała i krzyknęła, na ile jej pozwalały stare płuca:
- Nie znam tu nikogo. Idź pan stąd lepiej.
Mężczyzna zaciągnął się papierosem. „ No trudno, trzeba będzie wszystko zrobić samemu” – pomyślał wchodząc w ciemną bramę prowadzącą na klatkę schodową.
- I co idioto? Musiałeś dać o sobie znać, musiałeś!
- Wcale nie, chciałem tylko ułatwić sobie robotę. A poza tym nie widziała mnie- mam kapelusz.
- Teraz lepiej go zdejmij i załóż okulary, bo ta klatka schodowa jest pełna nieprzyjemnych niespodzianek, jak na przykład ta żółta plama.
- Jesteś obrzydliwy.
- Nie bardziej niż ty.
Mężczyzna począł wspinaczkę po zniszczonych schodach. Na korytarzu było ciemno- ktoś zamalował wszystkie jarzeniówki niebieską farbą, która odpadając, wyściełała całą podłogę skręconymi skrawkami. Ściany zamalowano licznymi obelgami i podpisami- żadnej sztuki, jedynie bezmyślny bunt, przeciw temu czego się nie znało. „Co dzieci mogą wiedzieć o tym pieprzonym państwie?”- pomyślał mężczyzna, kiedy przed nim zadyndała prowizoryczna szubienica, na której wisiał wizerunek prezydenta wycięty z plakatu wyborczego. „Większość z tych przeklętych małolatów nie zdaje sobie sprawy , że sami niszczą to państwo! Narzekają, narzekają, a nie robią nic by cokolwiek zmienić. Nieroby. Skoro są tacy „dorośli” niech wezmą się do roboty i zarabiają, szczeniaki jedne” Minął już ósme piętro, gdy jedne z drzwi otworzyły się odrobinę. Czerwona poświata oświetliła podłogę, a słodki zapach intymności wypełnił korytarz. Mężczyzna przechodząc obok, zajrzał do środka, przez niewielką szparę. W środku kłóciła się dwójka młodych ludzi- gładko ogolony chłopak, w garniturze, zawiązywał brązowy, elegancki krawat, gdy dziewczyna, nie próbująca nawet ukryć swojej nagości, krzyczała na cały głos i wyciągała rękę, prawdopodobnie żądając większej zapłaty.
- Dzieciaki- westchnął mężczyzna i zdjął kapelusz by wytrzeć pot, jak pojawił się po pokonaniu wielu pięter. Kapelusz odsłonił lekko posiwiałą, gęstą czuprynę ciemnych włosów- Nie mam już formy…Może nie powinienem się zgodzić na to zlecenie?
Mężczyzna zatrzymał się na jedenastym piętrze i zaczął szukać odpowiednich drzwi. Na piętrze rozciągał się długi korytarz, zawalony śmieciami. Drzwi były kiedyś ponumerowane, ale teraz metalowe cyfry były poprzyklejane tylko tak, by się trzymały, układając się w dziwaczne kombinacje. Jednak właściciel długiego płaszcza wiedział gdzie dokładnie się kierować- poszedł korytarzem na ślepo i po omacku liczył drzwi. Zatrzymał się przy ósmych z rzędu i nacisnął klamkę.
Nastrój:
tagi: